czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 23

                                                               Harry

    Nie czekając na windę, zeszliśmy dwa piętra niżej, do 233. Lynn pewnie nacisnęła na klamkę i wpadła do środka, a ja podążyłem tuż za nią i zamknąłem drzwi. Od razu skierowała się do łazienki, gdzie znajdowała się jej współlokatorka. Słyszałem odgłos wymiotowania i niepewnie zajrzałem do pomieszczenia.
- Co się dzieje? - Spytałem, przyglądając się z niepokojem blondynce, która wyglądała naprawdę kiepsko. Jej zazwyczaj uczesane, lśniące włosy teraz zebrane były w niechlujny kok na czubku głowy i nadal była w piżamie, a jej twarz nabrała niezdrowy odcień.
- Nic, pewnie się czymś zatrułam. - Odpowiedziała słabo, wstając z pomocą Lynn z podłogi przy sedesie. Dziewczyna nie patrzyła na Bower, więc nie widziała tego spojrzenia szatynki, które mówiło coś innego. Posłałem jej pytający wzrok, a ona pokręciła głową i przegryzała wargę. Razem z Daną ruszyły do pokoju, gdzie blondynka usiadła na swoim łóżku. Kiedy Lynn ją puściła, widziałem że błękitnooka biła się z myślami, zastanawiając się czy powinna powiedzieć na głos to, co chodziło jej po głowie. Po chwili usiadła obok koleżanki i złapała ją za rękę, dodając otuchy. - Nawet nie zapytałam, co ty tu robisz, Harry. - Ponownie usłyszałem jej głos. Wymieniliśmy z Lynn spojrzenie, a ona dała mi znak, bym odpowiedział.
- Poprosiłem Lynn, by dała mi szansę, żebyśmy zaczęli jeszcze raz. - Dziewczyna pokiwała rozumnie i zerknęła na mnie przelotnie, mówiąc.
- Spodziewałam się tego. Urocza z was para. - Na jej słowa, uśmiechnąłem się lekko i popatrzyłem na Anna-Lynne, która wyczuwając mój wzrok, również na mnie spojrzała. Jednak szybko jej uwaga znowu została poświęcona Danie.
- Skupmy się teraz na tobie, a nie na mnie i Harrym, dobrze? - Odezwała się szatynka i wzięła głęboki oddech. - Powiedz mi ... - Przez ułamek sekundy nasze spojrzenia znowu się skrzyżowały, zanim znowu popatrzyła na współlokatorkę. - Kiedy byłaś z Niallem w szpitalu czy ... czy oni sprawdzili czy podczas słoneczka nie ... - Dziewczyna spojrzała w sufit i ponownie się odezwała, mówiąc tak szybko, że początkowo nie rozumiałem znaczenia jej słów. - Nie zaszłaś w ciążę? - Dopiero po paru sekundach zrozumiałem, o co pytała Danę. Moje oczy pewnie były teraz wielkości spodków, podobnie jak Dany. Widać, że nie przyszło jej do głowy, że mdłości mogą być skutkiem ciąży.
- C-co? - Wyjąkała. - To przecież nie ... niemożliwe. - Szepnęła, kręcąc głową, a z jej oczu niespodziewanie wydostały się łzy. Lynn błyskawicznie przytuliła ją do swojego ciała, kiedy ta rozpłakała się w głos. Z niepokojem obserwowałem jak szatynka uspokaja dziewczynę, głaszcząc ją troskliwie po plecach. - O mój .. Boże. - Szeptała. - Ale ja przecież nawet ... nawet nie wiem, kto jest ojcem. - Załkała jeszcze głośniej.
- Shh, shh. Nie płacz, kochanie. - Bower robiła wszystko, byle tylko ją uspokoić. - Najpierw musimy się upewnić. Trzeba kupić testy ciążowe, a potem iść do lekarza. Nie płacz. Może ... może się mylę. - Szepnęła, ale w jej głosie nie było ani krzty pewności i wiary we własne słowa, i cała nasza trójka była tego boleśnie świadoma. - Musimy ... iść do apteki.
- Zawiozę was. - Odezwałem się po raz pierwszy od paru minut, patrząc to na Lynn to na Danę. Szatynka kiwnęła głową i udało odczytać mi się z ruchu jej warg "dziękuję", na co uśmiechnąłem się słabo. Wyjrzałem przez okno - wczorajszą słoneczną pogodę można było puścić w niepamięć. Deszcz padał nieprzerwanie, a szare obłoki ani na moment nie przepuszczały słońca czy choćby skrawka błękitnego nieba.
- Dasz radę jechać? Jesteś w stanie się przebrać czy może wolisz zostać tutaj? - Pytała Lynnie, badawczo przyglądając się blondynce.
- Mogłabyś ... tu ze mną zostać? - Spytała dziewczyna płaczliwym tonem, jakby znowu miała się rozpłakać. Zauważyłem, że jeszcze bardziej wtuliła się w Bower, a jej ramiona zaczęły się unosić i opadać w rytm szlochu, wydostającego się z tej drobnej osóbki.
- Dobrze, zostanę. Nie płacz, Dan. Jeszcze nic nie wiadomo. Musisz być dobrej myśli. - Pocieszała ją kojącym szeptem. Po chwili spojrzała na mnie z niepewnością, malującą się w jej błękitnych oczach. - Harry ... - Przygryzła wargę, spuszczając wzrok. - Mógłbyś pojechać do apteki i kupić kilka testów? Najlepiej każdy z innej firmy. Proszę. - Dopiero przy ostatnim słowie złapaliśmy kontakt wzrokowy.
- Okay. - Odpowiedziałem. Może dlatego, że widziałem jej błagalny wzrok, może dlatego, że nie potrafiłem jej odmówić. A może dlatego, że zrobiło mi się szkoda Dany i współczułem jej sytuacji, w jakiej najprawdopodobniej się znalazła. Sam nie wiedziałem, ale posłałem jeszcze tylko jedno spojrzenie Lynn i opuściłem ich pokój, udając się na parter, a następnie do samochodu.
   Deszcz nie przestawał padać, więc biegiem ruszyłem do auta i zakląłem pod nosem z zimna. Miałem na sobie tylko t-shirt, który zdecydowanie nie był odpowiednim strojem na taką pogodę. Odpaliłem silnik i włączyłem GPS w poszukiwaniu najbliższej apteki. Jakieś 1,5 km od Free Art znalazłem jedną, więc pojechałem w tamtym właśnie kierunku. Udało mi się zaparkować dokładnie naprzeciwko budynku, gdzie się mieściła, więc w parę sekund później byłem już w środku. Ku mojej radości apteka była pusta. Jeszcze tylko tego byłoby mi trzeba, by ktoś widział jak kupuję testy ciążowe. Na samą myśl westchnąłem, kręcąc głową i podszedłem do okienka, gdzie po drugiej stronie stała młoda, około 30-letnia farmaceutka w ... tak, dokładnie: w ciąży! Gdybym to ja miał zostać tatusiem to pomyślałbym, że los nie ma litości i na każdym kroku przypomina o czymś, o czym nie chciałbym myśleć. Kiedy mnie zobaczyła, odwróciła się twarzą do mnie i uśmiechnęła. Wymieniliśmy powitanie i posyłając jej słaby, nieco wymuszony uśmiech, powiedziałem.
- Poproszę testy ciążowe. - Udało mi się to wymówić. - Po jednym z każdej firmy. - Dziękowałem sobie w duchu, że już to powiedziałem i teraz jedynie czekałem na reakcję kobiety. Ta zaśmiała się szczerze i kręcąc głową odeszła w kierunku szuflad, z których wyjęła w sumie sześć opakowań i wszystkie wyłożyła na ladę. Zaraz potem zaczęła je naliczać na kasę.
- Razem będzie 28 funtów. - Kiedy usłyszałem kwotę od razu do głowy mi przyszło, że przemysł zarabia krocie na dzieciach na długo przed ich urodzeniem (lub nawet poczęciem) i oburzony pokręciłem głową, wyjmując banknot z portfela. - Pańska ukochana musi być szczęściarą. - Posłałem jej niezrozumiałe spojrzenie. - Kupuje pan za nią testy, to naprawdę miłe. - Pogłaskała się po wydatnym brzuchu, wydając mi resztę, a potem zapakowała testy do foliowej reklamówki. W tamtej chwili musiałem wyglądać jak idiota z otwartymi ustami, patrząc na nią ze zdziwieniem. Jednak z boku mogło to tak wyglądać. Chyba nawet wolałbym, by naprawdę tak było, ale niestety rzeczywistość była nieco odmienna. Gdybym miał do wyboru ciążę Dany, spowodowaną gwałtem i ciążę Lynn, spowodowaną ... mną, zdecydowanie wybrałbym tę drugą opcję. Sam nie mogłem w to uwierzyć, ale szczerze tak myślałem. Chyba się starzeję. Schowałem resztę do portfela, złapałem siatkę do ręki i dziękując skinieniem głowy, biegiem udałem się do samochodu. Dopiero w drodze powrotnej przypomniałem sobie o Niallu i uderzyłem się otwartą dłonią w czoło, drugą prowadząc auto. Kiedy chłopak dowie się, że Quinn jest w błogosławionym stanie, kompletnie się załamie. Cały czas obwiniał się o to, co ją spotkało, a teraz ... Teraz po prostu nie będzie mógł na siebie patrzeć. Na siebie ani na nią, bo jej widok będzie mu przypominał o swojej winie. Chyba, że mu nie powie i wróci do Manchesteru po obozie, jak gdyby nigdy nic. W końcu został tylko tydzień.
   Zanim się obejrzałem już byłem w recepcji Free Art i schodami udałem się na drugie piętro. Zapukałem w drzwi 233, a po chwili ujrzałem za nimi Lynn, która wpuściła mnie do środka. Od razu wręczyłem jej testy i razem z Daną udały się do łazienki, aczkolwiek Bower zaraz z niej wyszła, zostawiając blondynkę samą. Usiadłem na jej łóżku, a ona zajęła miejsce tuż obok. Odrobinę niepewnie sięgnąłem lewą ręką po jej dłoń i złączyłem nasze palce. Dziewczyna wpatrywała się w nasze dłonie, a po chwili odezwała się zdławionym szeptem.
- I co teraz będzie? - Dopiero wtedy nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Złapali dwunastu chłopaków ze słoneczka, ale to przecież nie ... nie naprawi krzywdy, jaką wyrządzili Danie. I jeszcze teraz ... co jeśli ona naprawdę jest w ciąży? - Widziałem bezgraniczny smutek w jej oczach, które zachodziły łzami. Bez zastanowienia przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w silnym uścisku. Dziewczyna oplotła rękami moją szyję, a ja oparłem podbródek na wgłębieniu między jej szyją, a barkiem.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. - Odparłem zgodnie z prawdą. Wspaniale było móc trzymać ją w ramionach, czuć jej zapach i obecność. Przez ostatnie dni tęskniłem za tym jak cholera.  Nie wiedziałem, ile czasu trwaliśmy w tym uścisku, ale jeżeli o mnie chodzi - mogłoby to trwać wiecznie. Nagle do naszych uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi. Szatynka momentalnie wyrwała się z moich ramion i wstała, przyglądając się Danie. Blondynka powoli kroczyła w stronę łóżka, w dłoniach ściskając wszystkie testy ciążowe, a po jej bladych policzkach spływały łzy. Osunęła się na podłogę i z impetem na niej usiadła, łapiąc się za głowę. Jej reakcja mówiła chyba wszystko. Lynn klęknęła obok niej i mocno przytuliła, głaszcząc po głowie. Po paru sekundach Quinn się odsunęła i spojrzała przyjaciółce w oczy.
- Jestem ... jestem w ciąży. - Wydukała, z furią rzucając każdym testem po kolei o ścianę. - Wszystkie ... są pozytywne. Wszystkie ... rozumiesz? - Spytała, patrząc na szatynkę. - I co ja teraz zro ... zrobię? - Z jej oczu bezustannie wydostawały się łzy, skapujące po jej twarzy na podłogę i jej piżamę w króliczki. Zachłysnęła się powietrzem, a z jej ust wydobył się głośny szloch. Przykro było na nią patrzeć. Dana naprawdę nie zasłużyła na coś takiego. Miałem nadzieję, że policja wyłapie tych wszystkich chujów ze słoneczka, jednego po drugim, na czele z tym pierdolonym Dominickiem. - Mój ojciec ... mój ojciec mnie zabije ... Jest bardzo staroświecki. Jak ... jak dowie się, że ... że jego młodsza córka bez męża, spodziewa się ... on mnie zabije. Wyrzuci mnie z ... z domu. I co ja wtedy zrobię? Nawet ... nawet nie skończyłam jeszcze studiów. - Rozpłakała się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było jeszcze możliwe.
- Shh, spokojnie. Na pewno tego nie zrobi. Przecież zostałaś zgwałcona. To w najmniejszym nawet stopniu nie była twoja wina. - Szeptała Bower, kołysząc ją, by nieco ją uspokoić i zaczęła głaskać ją po głowie. Jednak Dana stanowczo zaprzeczyła ruchem głowy.
- Powie, że sama się o ... o to prosiłam, idąc na ... na tą przeklętą imprezę i ... - Nie była w stanie skończyć, gdyż nadeszła kolejna fala spazmów, których nie umiała ani nawet nie starała się już powstrzymać.
- Nawet jeśli to wtedy pojedziesz z nami do Londynu. - Usłyszałem słowa Lynnie i zmarszczyłem czoło, przysłuchując się jej z zainteresowaniem.
- Co? - Wyszeptała blondynka, patrząc na nią z otwartą buzią, wielkimi oczami.
- Mówiłam ci, że mieszkam na przedmieściach i mam dom, tak? - Dziewczyna potwierdziła to skinieniem. - No więc to oznacza, że mam w domu dużo miejsca i pokoi, które technicznie rzecz ujmując stoją puste, niezamieszkałe przez nikogo. Innymi słowy, jeśli twój ojciec jest tak nieczuły, by wyrzucić własną ciężarną córkę z domu to ja chętnie cię przygarnę. W końcu mieszkamy razem teraz, to i później możemy, prawda? - Widać po minie Dany, że była w wielkim szoku, podobnie zresztą jak ja. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Postawa Lynn sprawiła, że pokochałem ją jeszcze bardziej. Z minuty na minutę zakochiwałem się w niej głębiej i nie miałem pojęcia, jak to było możliwe. Moje rozmyślania przerwała wibracja telefonu Lynn na szafce nocnej koło łóżka, na którym nadal siedziałem. Zerknąłem na wyświetlacz - dzwonił Horan.
- To Niall. - Powiedziałem, podając komórkę dziewczynie. Dana załkała znowu, zakrywając usta dłonią. Pewnie przypomniała sobie o relacji z blondynem i zdała sobie sprawę, że jej ciąża komplikuje także i ją.
- Cześć. - Odezwała się szatynka, patrząc na mnie niepewnie. - Zajęcia? Aaa zajęcia. No tak. Nie przyszłam, bo ... - Spojrzała na współlokatorkę. - Bo źle się czuję. Nie wiem czy nie dopadło mnie jakieś przeziębienie. - Zobaczyłem jak krzyżuje palce drugiej ręki. - Co? Nie, nie trzeba mi żadnych lekarstw. To znaczy ... Dana ze mną jest, więc w razie czego mogę na nią liczyć. - W tym momencie ta załkała głośno. - Oo, przepraszam cię, mam lekki katar i oczy mi łzawią. Może to jednak nie przeziębienie, a alergia. Muszę kończyć. Widzimy się ju .. Co? Co ty mówisz? Jak to moje opowiadanie wygrało? Niemożliwe! - Krzyknęła, stając na równe nogi, a nasza dwójka przyglądała jej się, gdy ta zaczęła chodzić nerwowo po pokoju. - Mam mieć głos w doborze aktorów? O Boże ... - Udało jej się powiedzieć. - Zadzwonię potem jeśli poczuję się lepiej, okay? Okay, dam znać. Na razie. - Odłożyła telefon na szafkę obok, a ja złapałem ją za rękę, posyłając pytające spojrzenie. - Podczas wielkiego finału grupa teatralna wystawi moją sztukę. M o j ą. Rozumiecie? - Spytała patrząc to na mnie, to na Danę. Wstałem i mocno ją przytuliłem, a blondynka wyszeptała słabe "gratuluję". Pocałowałem ją w czubek głowy, a ona objęła mnie w pasie.
- Wygrałaś, bo jesteś najlepsza. - Wyszeptałem jej do ucha, a ona zaprzeczyła kaskadą swoich czekoladowych włosów. - Dla mnie zawsze będziesz. - Uśmiechnąłem się, gdy odsunęła się i zadarła głowę do góry, by na mnie spojrzeć.



No tak, wiem, wiem. Nie tego się spodziewałyście w tym rozdziale. Sorry, Top Secret Harry jeszcze nie wyszedł na jaw, podobnie jak jego historia, ale spokojnie. Wszystko wyjaśni się w swoim czasie. A tymczasem musiałam rozwiać Wasze wątpliwości dotyczące Dany. Większość z Was już się tego domyśliła, co mnie bardzo cieszy ; >


30 komentarzy - rozdział w poniedziałek!


P.S jak zwykle przepraszam za literówki, ale bardzo się spieszyłam. jak zwykle ; o



xx